Cannabis House (2)

Od pewnego czasu głośno jest w Polsce o projekcie Cannabis House. Słyszałem, że nie jest to pomysł nowy, kilka lat temu miał być realizowany podobny, zdaje się, że zupełnie nie wypalił i – mówiąc bardzo oględnie – nie wszyscy byli w końcowym rezultacie zadowoleni. Ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Niekoniecznie musi chodzić o powtórzenie dawnych błędów, wręcz przeciwnie, równie dobrze może to być Cannabis House 2.0, poprawiony i udoskonalony.

Kilka razy pytano mnie, co sądzę o nowej odsłonie projektu. Wymigiwałem się od odpowiedzi, głównie dlatego, że nie znałem szczegółów. Pomysł jako taki jest moim zdaniem świetny: nadmiernie opresyjny system pokonać przy pomocy narzędzi zawartych w nim samym. A przy okazji z tych badań naprawdę można by dowiedzieć się czegoś ciekawego. Ponieważ nie zamierzałem się zapisać, nie szukałem dokładniejszych informacji. Ale informacje i tak same się przesączają. I choć generalnie pomysłowi kibicuję i myślę, że bardzo byłoby fajnie, gdyby się powiódł, to nie wszystko mi się tam podoba. Poniżej napiszę, co konkretnie. Mam nadzieję, że Stowarzyszenie Cannabis House odpowiednio oceni moje intencje: gdybym to ja realizował taki projekt, zdecydowanie chciałbym wiedzieć, jak postrzega go ktoś z zewnątrz, bo to daje świeżość spojrzenia i pozwala dostrzec rzeczy, których nie widać od środka.

Nie bardzo podoba mi się, na przykład, taka kolejność: najpierw zbierzemy deklaracje (i składki), a potem, inszallah, zdobędziemy wszystkie pozwolenia. Nie wiem, może tak właśnie się robi w takich przypadkach, ale ja dla większej przejrzystości pewnie starałbym się kolejność tę odwrócić.

Weźmy teraz tę wypowiedź (od 1:58): „Eksperyment już wystartował”. Wniosek: program działa na 100%, hurrra! Dalsza część wypowiedzi gubi się lekko w powszechnych wiwatach: „…już wystartowały badania grupy kontrolnej, osób niepalących”. Nie wszyscy w euforii muszą sobie zdać w tym momencie sprawę, że badania de facto są ciągle „w polu”, bo ludzi niepalących marihuany to sobie może badać każdy. Nie to jest sensem projektu CH.

Albo to (od 25:30): „Policja jest przygotowana do wykonywania swoich ustawowych zadań i będzie indywidualnie podchodzić do każdej opinii, którą będzie wam wystawiać. (…) policja jest gotowa do opiniowania waszych krzaków”. Hurrrra, policja z nami! Pewnie nie u wszystkich pojawiła się refleksja, że to przecież nie jest zgoda na cokolwiek, lecz jedynie informacja, że policja zrobi to, co do niej należy (czyli: rozpatrzy wniosek). Każda władza ma obowiązek rozpatrzyć każdy wniosek. Ale przecież nie każdy musi rozpatrzyć pozytywnie. (To trochę jakby powiedzieć: mamy zgodę na ognisko przy stodole, bo komendant straży pożarnej zapewnił, że jego oddział jest gotowy przyjechać do każdego pożaru.)

Również informacja o cenach skupu (od 24:15: „Ceny skupu… mamy dwa typy suszu: mamy pierwszy gatunek i drugi gatunek. Pierwszy gatunek to są same szczyty. My je skupujemy po 8 PLN brutto”) nie za bardzo mi się spodobała. Naprawdę CH skupuje już szczyty? Naprawdę? Już? Czy może dopiero zamierza skupować, a w informacji zabrakło dopowiedzenia: „tak będzie, o ile uda nam się wszystko załatwić od strony prawnej”.

„Pani zapytała, czy to ten pan Jarosz, tak, ten pan Jarosz też chcemy, żeby był w tej komisji bioetycznej. (…) No, pan Balicki jak najbardziej, no to mamy, tych lekarzy mamy” (tutaj, od 38:08). Korci mnie, żeby zapytać któregoś z wymienionych (a znam obu), czy wie, że został członkiem komisji bioetycznej zorganizowanej przez Cannabis House. Ale na razie się powstrzymam, sprawdziłem już GIF i chwilowo wystarczy.

Na tym skończę, nie chodzi mi o znalezienie jak największej liczby zastrzeżeń, lecz o ogólne pokazanie, co w moim odczuciu jest w tym projekcie nie tak: kilka razy różne osoby związane z CH przedstawiały plany jako rzeczywistość, zamiar jako fakt (w tym wypowiedź rzecznika Stowarzyszenia, o której napisałem niedawno). Może to być bardzo mylące, zwłaszcza dla młodych rozentuzjazmowanych ludzi, szczęśliwych, że wreszcie mogą sobie legalnie zapalić. Z tego, co mi wiadomo, to na razie jeszcze nie mogą i kto wie, kiedy będą mogli.

Co stwierdzam z nieukrywanym smutkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.