Kiedyś przez chwilę rozmawiałem z p. Cejrowskim o marihuanie. Potwierdził mi, że jest zdecydowanym zwolennikiem jej nielegalności. A na pytanie, czy jest też zwolennikiem nielegalności alkoholu (w świetle badań naukowych bezdyskusyjnie bardziej trującego człowieka niż zioło), powiedział, że nie, że alkoholu nie. I użył argumentu zaczynającego się słowami: „Bo przecież Pan Jezus…”. Dalszego ciągu tego argumentu, mówiąc szczerze, nie pamiętam…
Wciąż uważam p. Cejrowskiego za człowieka rozsądnego. W bardzo wielu kwestiach. Ale nie we wszystkich…
PS.
Inspiracja do tego krótkiego wpisu jest tutaj: www.facebook.com/reel/1021801680810556.