Małe gazety a sprawa polska

Młody człowiek ze swoją dziewczyną zadźgał rodziców. Przyczyny tego kroku zapewne wyjaśni śledztwo. Na razie młodych aresztowano i na zlecenie prokuratury wykonano rutynowe badania toksykologiczne. Wynik? – „nie stwierdzono zawartości alkoholu jak i pochodnych amfetaminy. Znaleziono natomiast nieznaczną ilość substancji o nazwie delta-9-tetrahydrokannabinol. – To substancja psychoaktywna zawarta w konopiach – wyjaśnia [prokurator] Syk-Jankowska. – Okoliczność ta w kontekście wyjaśnień podejrzanych może świadczyć o tym, że kilka godzin przed zdarzeniem zażywali oni marihuanę”.

Smutna i tragiczna historia, ale takie lubi typowy polski czytelnik, więc piszą o niej zarówno gazety duże, jak i małe. Duża gazeta ma takich opowieści więcej, bo zbiera je po całym kraju, mała ma tylko te lokalne, nic więc dziwnego, że stara się maksymalnie uatrakcyjnić materiał. Popatrzmy:

– duża po prostu pisze o stwierdzeniu obecności THC we krwi, cytując (oficjalne, było nie było) słowa przedstawicielki prokuratury; mała dodaje od siebie element dramatyzujący: „Z nieoficjalnych informacji wynika, że Zuzanna M. i Kamil N. przyznali śledczym, że tuż przed wejściem do domu w Rakowiskach zapalili jointa”. Małej gazecie wcale nie przeszkadza, że dopiero co, w poprzednim akapicie, zacytowała panią z prokuratury, mówiącą o paleniu marihuany „kilka godzin przed zdarzeniem”. No, ale przez kilka godzin efekt wypalonego skręta mógł minąć (i najprawdopodobniej minął), więc siła rażenia tej wiadomości jest niewielka. Co innego, jeśli marihuana była na scenie „tuż przed” zdarzeniem – wtedy cała akcja od razu nabiera odpowiedniego dynamizmu. Już nikt nie powie, że lokalne gazetki są nudne;

– duża daje swojemu artykułowi tytuł „Zbrodnia w Rakowiskach. Zabójcy rodziców nie byli odurzeni” – przyznacie, że jest on mało sexy; mała nie popełnia tego błędu: „Zapalili marihuanę i poszli zabijać. Nowe informacje o zabójstwie w Rakowiskach” [wyróżnienia moje]. No tak, zapalili (tuż przed!) i poszli zabijać, spójnik „i” wyraźnie wskazuje, jaki jest tu związek przyczynowy. To, że (z braku dowodów naukowych) marihuany z agresywnością nie łączą już nawet jej najbardziej zagorzali przeciwnicy, nie ma znaczenia, „ask” [autor(ka) materiału] pewnie o tym nie wie. Ale przecież nie o prawdę naukową w tym artykule chodzi, prawda?

Ten przypadek pokazuje pewien działający u nas mechanizm, którego efekty, pomnożone przez liczbę wszystkich małych gazetek w Polsce (a przecież duże też co i rusz się dorzucają), dają całkiem spory szkodliwy efekt łączny. Dlaczego uważam, że rozpowszechnianie tego typu wiadomości jest szkodliwe? Bo takie sączenie pseudowiedzy o marihuanie (nawet nie bezpośrednio, lecz aluzjami, ale grubymi i doskonale czytelnymi) umacnia w Polakach przekonanie o zgubnym wpływie marihuany na ludzi, a zwłaszcza na młodzież. Z lubością podaje się, że sprawcy tej czy innej zbrodni (albo choćby drobnej kradzieży) byli pod wpływem marihuany. Nie trzeba nawet pisać, że to marihuana pchnęła ich do popełnienia tego czynu – inteligentny (?) czytelnik sam zrozumie, przecież już kiedyś o tym słyszał, a teraz ta jego wiedza się umocni. Oddala to moment liberalizacji u nas prawa marihuanowego, bo przecież o pojawieniu się polskiego Mujiki* w obecnym układzie politycznym nie można nawet marzyć, polityków con cojones ze świecą u nas szukać. A oddalanie reform marihuanowych to pozbawianie się wszystkich związanych z nimi, bardzo konkretnych korzyści, jakie odnoszą społeczeństwa, które przestały wsadzać do więzienia za posiadanie skręta. Wiedzą o tym w Holandii, w Portugalii, w Czechach, w stanach Kolorado i Washington – to tylko kilka najbardziej znanych przykładów. Ta lista systematycznie się wydłuża i (co bardzo ciekawe i naprawdę dające do myślenia) nie ma przypadków, by jakiś kraj czy stan zrezygnował z tego rozwiązania, by na podstawie swych negatywnych doświadczeń stwierdził, że liberalizacja była pomyłką i że należy wrócić do polityki „więzienie za skręta”.

Ciekaw jestem, co w tamtych miejscach piszą o marihuanie małe gazety.

* José Mujica – (były już) prezydent Urugwaju, który wprowadził w kraju legalizację marihuany. Zgodnie ze swoimi przekonaniami, ale wbrew sondażom opinii publicznej (ok. 2/3 Urugwajczyków było przeciw – zobaczymy, jak będzie za parę lat).

—————————————–

Uderzam się w piersi

Nazajutrz po opublikowaniu powyższego wpisu stwierdziłem, że w jednej rzeczy się pomyliłem i niniejszym chciałbym to naprostować: powielanie całkowicie mylnych sądów o marihuanie nie ma związku z wielkością gazety. W tym akurat przypadku duża była rozsądna, a mała napisała… to, co napisała; ale przecież bywa też na odwrót: małe piszą teksty na poziomie, a duże plotą bez pojęcia. Zatem: kwestia wielkości w ogóle nie powinna była się pojawić. Jeżeli cytowaną gazetę uraziłem, to przepraszam.  (Nie wycofuję jednak nic z krytyki, którą przedstawiłem.)

One thought on “Małe gazety a sprawa polska

  1. Bardzo słuszne są te uwagi -zgadzam się z nimi w całości -bardzo często tak powstają mechanizmy kształtowania społecznej opinii -na temat tej leczniczej substancji. W konsekwencji uwagi głoszone publicznie- bez znajomości rzeczy kształtują pogląd wypadkowy – w związku z tym cały szereg konsekwencji prawnych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.