Nie rozgryzam poseł Kempy

Poseł Kempa znana jest ze swoich antynarkotykowych poglądów. Parę lat temu została nawet „Narkofobem Roku” Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej. Niedawno zaskoczyła nas tym, że w Sejmie domagała się od rządu informacji na temat możliwości zezwolenia w Polsce na medyczny użytek marihuany. Ale żebyśmy się nie zdążyli za bardzo rozentuzjazmować jej cudowną przemianą, wkrótce wystąpiła w TVN24 w programie o dopalaczach. Tam już mówiła „po staremu”, nie powodując u nas dysonansu poznawczego.

W pewnym momencie usłyszałem coś, co mocno zwróciło moją uwagę. Mówi pani Kempa (od 9:40) „Ale okazuje się, [że] o ile na marihuanę, haszysz, kokainę dzisiaj każdy lekarz potrafi, jeśli się coś takiego przydarzy – oby nie – wie, jakie jest antidotum, o tyle jeśli idzie o skład dopalaczy to jest to naprawdę spory problem„. Słucham, słucham i uszom nie wierzę. Toż to od dawna jest jeden z głównych argumentów zwolenników liberalizacji prawa marihuanowego: w przypadku substancji tradycyjnych lekarze wiedzą, co robić po nadmiernym spożyciu. (Jeśli to marihuana, to najlepiej spokojnie z delikwentem pogadać, odwrócić czymkolwiek jego uwagę od jego aktualnego stanu i podać jakiegoś słodycza; w większości wypadków to wystarcza.) Ale z nowymi wynalazkami lekarze są już bezradni i działają na oślep, z konieczności bardzo ostrożnie, żeby sytuacji jeszcze nie pogorszyć. Dlatego w wielu krajach zrozumiano, że z punktu widzenia interesu społecznego korzystniejsze jest, gdy użytkownicy kierują swoje zainteresowanie ku substancji naturalnej, najmniej szkodliwej z nich wszystkich i znanej od tysiącleci. W Holandii już od prawie 40 lat nie używa się chwytliwego, ale totalnie nieprawdziwego hasła „Wszystkie narkotyki są tak samo złe”. I tam problemu z dopalaczami nie ma.

Teraz nie wiem: czy pani Kempa zwyczajnie nie widzi tej prostej zależności między bardzo silną represyjnością prawa wobec marihuany i dużym zainteresowaniem dopalaczami, czy może tak bardzo wcieliła się w rolę „chrońmy nasze dzieci”, że wypiera ze świadomości wszystkie argumenty, które jej nie pasują do obrazka. Mam dla niej złą wiadomość: statystyki pokazują, że w krajach, które zliberalizowały prawo marihuanowe, używanie przez młodzież substancji psychoaktywnych (zarówno marihuany, jak i pozostałych) spadło. Nie wiem, czy „ja jako matka” jest w stanie dostrzec znaczenie tego faktu, czy również i tu zamknie się na argumenty, bo zanadto nie pasują do głoszonych przez nią tez.

W razie zainteresowania służę szczegółowymi danymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.