Strażnicy Babilonu…

… czyli o tym, jak przed prawdą o marihuanie bronią społeczeństwo ci, którzy w teorii mają je rzetelnie informować.

Nie da się osiągnąć społecznej akceptacji dla medycznej marihuany bez współpracy lekarzy. A tej nie będzie, dopóki poziom znajomości tematu będzie u nich taki, jak jest teraz, czyli zbliżony do zera. Pomyślałem sobie zatem, że może niegłupio byłoby zamieścić reklamę książki „Marihuana leczy” w którymś ze specjalistycznych czasopism i/lub portali internetowych. Poszukałem ich w Sieci i do wszystkich wysłałem stosowne zapytanie. Odpowiedziały odmownie (bądź wcale, co na jedno wychodzi) następujące z nich: Ogólnopolski Przegląd Medyczny, Przewodnik Lekarza, Medycyna Rodzinna, Puls Medycyny, Portal Farmaceutyczno-Medyczny, Lekarz Rodzinny, Medycyna Praktyczna, Świat Lekarza, Terapia, Służba Zdrowia, Medforum, Zdronet.pl, ilekarze.pl, Pastylka.pl, Poradnik-pacjenta.pl, Mediteka, Młody Lekarz, Przypadki Medyczne, Forum Farmaceutyczne, studencimedycyny.pl, Po Dyplomie. Nie jestem człowiekiem z branży, ale wydaje mi się, że lista jest całkiem niezła i obejmuje dużą część, a pewnie większość, tego typu wydawnictw w Polsce. Pozytywnie odpowiedziały jedynie Rynek Zdrowia (nie bez wahania) i Lek w Polsce (ale to jednak nie jest tytuł stricte medyczny, lecz farmaceutyczny). Dla kompletności dodam jeszcze, że portal Medicalguidelines uzależnił swą decyzję od pozytywnej oceny książki, której przesłania zażądał (ciekawe, czy testuje wszystkie reklamowane u siebie produkty).

Nie wiem jak dla Was, dla mnie jest to przygnębiające. Bo zwróćcie uwagę, że ja nie prosiłem o przysługę poinformowania czytelników o mojej książce. Ja pytałem o możliwość zamieszczenia płatnej reklamy. Płatnej. Za pieniądze. Z tego oni żyją. A jednak zdecydowana większość odmówiła. Albo mają reklam potąd i mogą sobie w reklamodawcach przebierać jak w ulęgałkach, albo wolą nie zarobić, ale reklamy tych wrednych kłamstw o rzekomych leczniczych właściwościach marihuany nie zamieszczą. Bo co prawda „w treść reklam redakcja nie ingeruje”, ale, jak mi kiedyś wyjaśniono, przecież to nie jest ingerencja w treść, po prostu tej reklamy nie zamieścimy.

Na koniec tego mało optymistycznego wpisu coś wesołego. Istnieje czasopismo o nazwie O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą, jak można sądzić po tytule – poświęcone tematyce wykraczającej poza oficjalną medycynę, a nawet stojące do niej w pewnej kontrze. Sukces? Ależ nie, oni też mi odmówili. Ale ten paradoksalny przypadek przynajmniej mnie rozśmieszył. Paradoksalny, bo stawiający się poza akademicką medycyną periodyk nie jest zainteresowany zamieszczeniem (za pieniądze!) informacji o leczniczej metodzie, która również znajduje się na marginesie. A rozśmieszył mnie, bo przypomniałem sobie pewien fajny tekst, który przeczytałem kiedyś na blogu Barta. Oto istotny dla mnie fragment (leciusieńko tutaj przeze mnie przerobiony i skrócony):

Istnieją w Sieci strony propagujące robienie czegoś dla beki. Zaczęło się od profilu „Czytam prawicową publicystykę dla beki”, zamieszczającego linki do co zabawniejszych wytworów myśli konserwatywnej (…). Odpowiedzią na lewackie śmichy-chichy miało być „Czytam lewicową publicystykę dla beki” (…). Szybko jednak okazało się, że z lewicowych treści trudniej się naśmiewać i “Czytam lewicową…” zaczęło zamieszczać linki do prawicowej publicystyki, stając się tym samym kolejnym dostawcą lolkontentu i powodując powstanie profilu „Czytam ‘Czytam lewicową publicystykę dla beki’ dla beki”. Masa krytyczna została przekroczona i dziś na Fejsie funkcjonuje wiele stron dla beki, m.in. (…) „Czytam ‘Czytam Czytam lewicową publicystykę dla beki dla beki’ dla beki”, której autor deklaruje: „CHYBA WŁAŚNIE STWORZYŁEM STABILNĄ PĘTLĘ CZASU ALBO INNĄ WIECZNĄ REKURENCJĘ”.

Tytuł tego wpisu mógłby brzmieć: o czym „O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą” ci nie powiedzą. LOL.

4 thoughts on “Strażnicy Babilonu…

  1. …a na blogu Marihuana Leczy :”Marihuana Leczy”O czym”O Czym Lekarze Ci Nie Powiedzą” ci nie powiedzą.”

    • Skoro marihuana powinna być dostępna powszechnie to może idźmy dalej i zezwólmy na branie kompotu. Myślę że każdy odpowiada za siebie i jeśli chce palić to będzie i wcale nie potrzebuje zezwolenia. Tak jak z piciem alkoholu przez nieletnich. Przecież zakaz jest a i tak złapanie na gorącym uczynku jest znikome. Przepisy często mają postać martwą więc o co tyle dyskusji. Niech każdy pomyśli co robi ze swoim życiem. A nie szuka usprawiedliwienia dla swoich nałogów.

      • Argumentacja dość typowa dla prohibicjonistów. Pokażę, jak to działa:
        – Mamo, kup mi piłkę!
        – Tak, piłkę. A potem będziesz chciał rower. A potem samochód. A w końcu zabierzesz mi wszystkie pieniądze i wyrzucisz z mieszkania. Nie ma mowy o żadnej piłce!

        A na marginesie: depenalizacja wszystkich substancji psychoaktywnych w Portugalii dała zdecydowanie pozytywne wyniki. No, ale to się zaczęło zaledwie kilkanaście lat temu, my musimy się takim rzeczom dłuuugo przyglądać.

        „złapanie na gorącym uczynku jest znikome” No fajnie, ciekawe tylko, czy tak samo lekko myślą o tym osoby, które miały pecha, że je złapano…

  2. „…stawiający się poza akademicką medycyną periodyk nie jest zainteresowany zamieszczeniem (za pieniądze!) informacji o leczniczej metodzie, która również znajduje się na marginesie.” Wytłumaczenie jest proste. Zgodnie z ulubioną , również przez Stanisława Michalkiewicza, teorią spiskową, operatorzy inicjatyw kontestujących są z reguły funkcjonariuszami systemu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.