Weźcie na wstrzymanie (1)

O marihuanie wypowiadają się różne osoby, zarówno takie, które na temacie się znają, jak i takie, które nie mają o nim bladego pojęcia. W jednej i drugiej grupie są przedstawiciele różnych zawodów. W niektórych przypadkach wygłaszane opinie od razu uzyskują kredyt zaufania odbiorców tylko z uwagi na zawód wykonywany przez autora wypowiedzi, no bo przecież kto jak kto, ale ten (ta) to musi się znać. W tym trzyczęściowym tekście chciałbym wyjaśnić, dlaczego – moim zdaniem – opinie pewnych specjalistów powinniśmy przyjmować ze sporym dystansem. W pierwszej części będzie o terapeutach uzależnień.

Terapeuci? Jak to? Oni przecież nie tylko mogą, ale wręcz powinni się wypowiadać: znają tematykę z bliska, z osobami uzależnionymi mają kontakt na co dzień. A ja uważam, że to jest właśnie powód, by do ich opinii podchodzić z dużą rezerwą. Codzienny kontakt z narkomanami wypacza ich spojrzenie. Bo popatrzmy: jeśli ktoś ma w rodzinie alkoholika, to nawet na osobę pijącą niewinne piwko będzie patrzeć złym okiem. Jeżeli ktoś jest prokuratorem, to może we wszystkich widzieć potencjalnych przestępców – to się nazywa skrzywienie zawodowe. Jeżeli ktoś pracuje z uzależnionymi, też widzi świat w krzywym zwierciadle, zapominając, że uzależnieni stanowią niewielki ułamek społeczeństwa, że to patologia, a nie norma. Zbyt emocjonalne podejście do zagadnienia nie sprzyja obiektywizmowi. Sytuację pogarsza jeszcze fakt, że praktycznie wszyscy terapeuci są święcie przekonani (bo tak ich nauczono), że używanie marihuany prowadzi do używania innych substancji*. (Popatrzcie, jaka jest opinia większości terapeutów na temat medycznego użytku marihuany.)

No i jest jeszcze jedna rzecz… Delikatna, ale nie da się od niej uciec: potencjalny konflikt interesów. Nie wiem, jaki odsetek ludzi na terapiach odwykowych jest tam z powodu marihuany, ale podejrzewam, że spory (biorąc pod uwagę fakt, że często pójście na odwyk jest szansą na uniknięcie kary za posiadanie kilku gramów trawki). A zatem klientami terapeutów są m. in. osoby używające marihuany, ale – w przeważającej większości – niemające żadnego problemu zdrowotnego. Gdyby polskie prawo złagodniało, gdyby pójście na terapię nie było ucieczką przed więzieniem, liczba pacjentów na odwyku zmniejszyłaby się, może nawet bardzo. A w tej sytuacji zapewne przychodnie uzależnień straciłyby część, może nawet sporą, środków z państwowych funduszy na zdrowie. W idealnym świecie nie miałoby to wpływu na poglądy terapeutów na marihuanę, ale… nie żyjemy w idealnym świecie. Czytając ich wypowiedzi na temat złowrogiej marihuany powinniśmy mieć na uwadze również to.

*Jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy rzeczywiście prowadzi, to proponuję lekturę rozdziału 7 Odkłamywania.

One thought on “Weźcie na wstrzymanie (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.