Weźcie na wstrzymanie (2)

Drugi tekst, druga grupa zawodowa, która – moim zdaniem – nie powinna się wypowiadać na temat marihuany, medycznej i jakiejkolwiek innej. Będzie o policjantach. Już słyszę głosy, podobnie jak przy okazji poprzedniego tekstu: No jakże to, przecież policjanci z naruszaniem Uopn stykają się na co dzień, mają rozeznanie w temacie jak mało kto. Moja odpowiedź: właśnie dlatego. Policjanci, podobnie jak terapeuci, mają styczność z narkotykową patologią o wiele częściej niż reszta społeczeństwa i mogą w związku z tym stracić obiektywizm spojrzenia. (Już o tym zjawisku mówiłem w tekście o terapeutach.)

Z definicji policja jest przeciwko wszystkim, którzy łamią prawo. Dla policjanta na służbie morderca i palacz marihuany należą do tej samej kategorii ludzi: to przestępcy, jednych i drugich trzeba ścigać. Oczywiście, że prywatnie różnicę widzi, ale służbowo jednego i drugiego nie tylko może, ale wręcz ma obowiązek postawić przed oblicze Temidy. Nawet jeśli zdaje sobie sprawę z tego, że ganiając za dzieciakami palącymi jointy marnotrawi swój czas, który mógłby wykorzystać w bardziej społecznie produktywny sposób.

Trudno mi powiedzieć, jaka część policjantów jest z obecnego stanu rzeczy zadowolona. Na pewno gonić, rewidować, spisywać i odwozić na komendę małolata z wymiętym skrętem jest łatwiejsze i mniej niebezpieczne niż gonić, rewidować, spisywać i odwozić na komendę rabusiów, złodziei samochodów, gwałcicieli, morderców i innych złoczyńców. A ponieważ formalnie rzecz biorąc wszystko jest OK, więc są zadowoleni. Ale wiem, że są też policjanci, których ten stan rzeczy frustruje, bo woleliby móc się zająć czymś poważniejszym.

W USA kilkanaście lat temu powstała organizacja o nazwie LEAP – Law Enforcement Against Prohibition (Stróże Prawa Przeciwko {Narkotykowej} Prohibicji). Zrzesza ona czynnych i byłych pracowników szeroko rozumianego wymiaru sprawiedliwości. W większości byłych, bo czynni albo uważają, że twardy kurs jest słuszny, albo boją się publicznie przyznać, że ich zdaniem słuszny to on nie jest. Zupełnie jak u nas. Urzędujący (wówczas) rzecznik policji opowiada o marihuanie głupoty (o jego wypowiedziach pisałem wcześniej). A komendant główny, gdy tylko przestał być komendantem głównym, natychmiast dostrzegł konieczność zmiany podejścia do marihuany i korzyści z liberalizacji marihuanowego prawa.

Skąd ta dwoistość spojrzenia? Jednym z powodów (choć zapewne niejedynym) jest wszechobecność statystyk. Przestępstwo związane z posiadaniem marihuany ze swojej natury należy do przestępstw o najwyższej wykrywalności. Bo gdy się złapie studenta ze skrętem, to ma się „promocję 2 w 1” – od razu i przestępstwo, i przestępcę. A w Polsce policja przykłada bardzo dużą wagę do ładnie wyglądających statystyk. Popatrzcie sami:

poli1poli2
Przesadzam ze znaczeniem statystyk dla policji? Oto co mówi człowiek, który był policjantem, ale się zwolnił, bo interesowała go prawdziwa praca policyjna, nie działania pozorne: „Policja powinna reagować wtedy, kiedy pojawia się zagrożenie, a nie zajmować się produkowaniem odgórnie przyjętych statystyk. Policja ma dbać o bezpieczeństwo, a nie być narzędziem w rękach polityków czy osób pośrednio zarządzających tą instytucją do wymuszania środków finansowych na łatanie dziury budżetowej poprzez sztuczne pompowanie statystyk„. Priorytet dla zwalczania tej strasznej marihuany to może być dobry sposób na poprawę statystyk. Pewnie dlatego niektórzy policjanci idą na skróty i… „Właściciela jednego ze sklepów z nasionami marihuany co 2 tygodnie nachodzi policja. W końcu po podjęciu interwencji zaproponowali mu, aby podawał imiona, nazwiska, adresy i numery telefonów w zamian za spokój. Zobaczcie nagranie z tego zdarzenia„.

Daleki jestem od potępiania policji jako całości, ale z powodów przedstawionych powyżej zdecydowanie uważam, że policjanci powinni powstrzymywać się od komentarzy na temat uregulowań prawnych dotyczących marihuany (i substancji psychoaktywnych w ogóle). Dobitnie wyraził to kiedyś profesor Osiatyński: „…cała polityka narkotykowa w Polsce nie służy zdrowiu publicznemu, służy policji, prokuraturze, biuru do spraw narkomanii i mafii narkotykowej…”

PS
Mały sondaż: kto Waszym zdaniem powinien być bohaterem ostatniej części tego cyklu? Jeśli uważacie, że jest grupa zawodowa, która, jak dwie już omówione, nie powinna się publicznie wypowiadać na temat marihuany, to napiszcie mi to w uwagach pod tym tekstem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.