Ziemkiewicz o marihuanie

Zapowiadałem i dotrzymuję: w tym wpisie zamieszczę moje refleksje na temat tekstu Rafała Ziemkiewicza o marihuanie. Wszystkie cytaty pochodzą z jego felietonu Kpiny z choroby.

Był tweet, w którym zwróciłem uwagę, że ta choroba obala jedno z kłamstw kolportowanych przez marihuanistów, jakoby ich ulubione zielsko leczyło liczne choroby, w tym właśnie nowotwory.

O tym, czy paleniem marihuany można wyleczyć się z raka, była mowa w poprzednim wpisie, nie będę już do tego wracał.

skutkiem alkoholu i tytoniu są schorzenia wątroby, płuc i serca (…) Skutkiem marihuany jest wymóżdżenie. Badania kliniczne, potwierdzone ponad wszelką wątpliwość, pokazały, że kilka lat palenia − szczególnie w wypadku nastolatków − obniża IQ o kilkanaście punktów.

To jeden z koronnych argumentów prohibicjonistów. Nie mam tu miejsca na szersze potraktowanie tego – moim zdaniem bardzo ciekawego – tematu (w Odkłamywaniu poświęciłem mu cały rozdział). Ale gdyby ktoś zechciał rzucić okiem na ten artykuł zamieszczony w The Washington Post, to zorientuje się, że poważni naukowcy chyba nie czytują Ziemkiewicza, więc nie wiedzieli, że pewne rzeczy już zostały potwierdzone ponad wszelką wątpliwość – i wyszło im coś zupełnie innego. (Chętnie bym zapytał p. Ziemkiewicza o źródła jego niepozostawiającej wątpliwości wiedzy, ale obawiam się, że odpowiedzi nie dostanę. Prohibicjoniści bardzo tego pytania nie lubią.) Aha, a gdyby p. Ziemkiewicz upierał się, że nałóg alkoholowy pozwala dotkniętym nim osobom zachować pożądany stan niewymóżdżenia, to proponuję rzucić okiem na inny artykuł, porównujący wpływ marihuany i alkoholu na IQ. Ciekawa lektura…

Życzliwość, z jaką elity Nowego Wspaniałego Świata wspierają kampanie na rzecz zastąpienia zielskiem tradycyjnych używek, tytoniu i alkoholu, ma moim zdaniem charakter systemowy i jest częścią problemu świata

Motyw światowego spisku mającego na celu narzucenie społeczeństwu (tej niewymóżdżonej jego części) konsumpcji marihuany pojawia się w wypowiedziach prohibicjonistów dosyć często. Nigdzie jednak nie znalazłem informacji, jakie to elity i w jakim konkretnie celu miałyby jeszcze niewymóżdżonym obywatelom raić marychę. (Bo na pewno nie stoi za tym potężny przemysł spirytusowy ani równie potężny przemysł farmaceutyczny, prawda?)

…na obywateli z wygładzonymi zwojami mózgowymi…

Przebiegli ci politycy holenderscy, oj przebiegli: od 2 pokoleń cierpliwie hodują sobie wymóżdżone społeczeństwo. W dodatku robią to ponad podziałami politycznymi, bo w ciągu ostatnich prawie 40 lat (użytek marihuany zliberalizowano tam w 1976 roku) kilkakrotnie zmieniała się władza, a mimo to poza pewnymi korektami przepisów wykonawczych (piszę o nich szczegółowo w Odkłamywaniu) żadna z rządzących opcji nie zdecydowała się na wycofanie z liberalizacji. Widocznie wymóżdżenie społeczeństwa jest na rękę każdej tamtejszej władzy. Samo wymóżdżone społeczeństwo też nie za bardzo protestuje (co, biorąc pod uwagę jego stan, jest zrozumiałe), a na dodatek, cholera, funkcjonuje na tyle dobrze, że to my – alkoholicy i palacze ze zrypanymi wątrobami, płucami i sercami, ale broń Boże z wygładzonymi zwojami mózgowymi – jeździmy uprawiać im pieczarki i tulipany, oni raczej nie przyjeżdżają na nasze żniwa pszenno-buraczane.

Pieniądze wydawane na leczenie raka, miażdżycy czy marskości można by wtedy przeznaczyć na nowe gulfstreamy dla prezesów i przewodniczących.

„Można by wtedy”?! To niby teraz NFZ całe nasze pieniądze wydaje na leczenie – samochody i luksusowe siedziby od ust sobie odejmując?

To im mącą w głowach politycy i celebryci plotący, że zioło jest fajne, relaksujące i lepsze od gorzały, bo człowiek pijany jest agresywny, a ujarany tylko bełkoce i chichocze głupowato.

Przyznam, że nie zrozumiałem i potrzebuję wyjaśnienia, co konkretnie jest mąceniem: czy twierdzenie, że po ziole człowiek śmieje się głupowato, czy raczej to, że po alkoholu ludzie robią się agresywni? Bo mnie się wydaje, że oba są prawdziwe. (O porównaniu alkoholu i marychy było już przed chwilą. Opinie różnych naukowców na ten temat zamieściłem także na innym blogu).

Także wywiad, w którym opowiadała, że dawała „gandzię” do palenia swoim dzieciom.

Nie znam tego wywiadu. Jeżeli Kora istotnie dawała do palenia marychę nieletnim dzieciom, to nie jest to zgodne z przekonaniami przeważającej większości zwolenników liberalizacji prawa dotyczącego marihuany, którzy zdecydowanie są za zawężeniem możliwości jej konsumpcji do użytkowników pełnoletnich. Ale z drugiej strony nie należą do rzadkości głosy mówiące, że jeżeli małolat naprawdę MUSI czegoś używać, to lepiej, żeby popalał marihuanę, niżby miał pić gorzałę. Uzasadnienie: patrz podane nieco wyżej linki, gdzie porównuje się te dwie substancje.

powtarzając bajkę o jego leczniczych właściwościach. Ręce opadają.

Cóż, bardziej opadają ręce po lekturze takich zdań, wypowiedzianych przez osoby niemające najmniejszego pojęcia o temacie, na który się wypowiadają. Jeżeli p. Ziemkiewicz wyrazi taką ochotę, chętnie poślę mu egzemplarz książki „Marihuana leczy”. Tak po prostu, no strings attached.

preparaty pochodzące z marihuany mają zastosowanie w lecznictwie.

Preparaty – a zatem przemysł farmaceutyczny. Nie sądzę, by RAZ „siedział w kieszeni” big pharmy, jego przekonanie o terapeutycznej nieużyteczności suszu marihuany jest raczej wynikiem potężnego prania mózgu, któremu został poddany razem z całą resztą społeczeństwa (nie tylko zresztą polskiego). Oferta przesłania książki jest wciąż aktualna.

One thought on “Ziemkiewicz o marihuanie

  1. Adam Cholewiński Mam identyczne zdanie. Palący zioło nie powinni być finansowani z publicznych pieniędzy. SADZISZ PALISZ I ZDYCHASZ. ZWYKŁA KONSEKWENCJA TEJ KONSEKWENCJI NIE POWINNI PONOSIĆ SPOŁECZEŃSTWO- w tej chwili may do czynienia z sytuacją patologiczną Z jednej strony walka z dopalaczami z drugiej umacnianie przestępców. -TYPOWE DLA NASZEJ OBECNEJ RZECZPOSPOLITEJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.