Baza wiedzy

Od pewnego czasu obserwuję, jak coraz szerszą ławą wylewa się na nas wiedza o konopiach i marihuanie. Z internetu, z prasy i czasopism, z małego ekranu. To dobrze, bo jest to wiedza, która powinna być powszechna. Niestety, często odbywa się to na zasadzie „Śpiewać każdy może„. Słuchając mnożących się specjalistów można dowiedzieć się ciekawych rzeczy.

Na przykład tego, jaki jest główny składnik marihuany.

Albo tego, dzięki jakiemu układowi marihuana na nas działa.

Neospecjaliści od marihuany wnoszą swój twórczy wkład nie tylko do wiedzy konopnej. Przykład: niejeden neurolog będzie wdzięczny za nieznaną mu dotąd informację, że receptory to to samo, co neuroprzekaźniki.

Zwykle ta nowa wiedza jest raczej nieszkodliwa, co najwyżej kształcą się zastępy internetowych dyskutantów, gotowych stawać w szranki do dyskusji z osobami czerpiącymi swoje wiadomości z innych źródeł. Niestety, czasem może się okazać, że nowa wiedza ma realny (niekoniecznie korzystny) wpływ na nasze życie. Ot, choćby na życie kogoś, kto beztrosko sobie chluśnie niepsychoaktywnego oleju z konopi.

Na koniec akcent pozytywny: pocieszające jest to, że neowiedza jest wszechobecna, dotyczy praktycznie wszystkich dziedzin, więc ludzie z coraz większą ostrożnością i sceptycyzmem podchodzą do tego, co czytają i oglądają.

Bo podchodzą, prawda…?

Karon, Karon über alles

I można tutaj zorganizować 100 tysięcy konferencji wszystkich najważniejszych autorytetów naukowych z całego świata, oni sobie mogą gadać, a ja i tak i tak będę powtarzał swoje.

Powiedział pan Karoń. No, to tytuł niniejszego wpisu mamy wyjaśniony.

Jeśli ktoś ma ochotę, niech posłucha kawałek dalej, bo będzie też element jawnie humorystyczny:

Mogę państwa zapewnić, że właśnie ze względu na znaczenie tego problemu obczytałem się tak, że jak będę zmuszony, to będę jechał taką fachową terminologią, że ci wszyscy udawacze to trochę się zastanowią nad tym, co gadają.

Faktycznie, braki terminologiczne u p. Karonia były spore (patrz tu). Zastanawiam się – i proszę wszystkich o pomoc: jak by można zmusić Karonia, żeby pojechał fachową terminologią, co?

PS
Gdy już porzuca kwestie marihuany i, via Owsiak i neomarksizm, przechodzi do naszych spraw bieżących, Karoń mówi całkiem rozsądnie (na ile jestem w stanie to ocenić). Jeśli kogoś to interesuje (i wytrzymuje rozwlekłość wywodu i permanentne splątywanie wątków), zachęcam do wysłuchania. Ale w sprawie medycznej marihuany, mimo deklarowanego przez mówcę obczytania, jednak radzę czerpać z innych, bardziej wiarygodnych źródeł.

Głos aptekarza

W odróżnieniu od polskich lekarzy, farmaceuci wydają się być zdecydowanie otwarci na medycznie stosowaną marihuanę. Dlatego z zainteresowaniem przystąpiłem do lektury rozmowy z jednym z członków Naczelnej Rady Aptekarskiej. Już ponad rok temu wypowiadał się na ten temat, założyłem więc, że się zna. No i faktycznie, mówi rozsądnie, ale… Oto moje trzy uwagi:

… leczenie migreny medycznymi konopiami – szczerze przyznam – może gdzieś jest spotykane, ale ja się z tym nigdy nie spotkałem.

Upsss. Uporczywe, słabo reagujące na farmaceutyki migreny są u wielu chorych bardzo skutecznie leczone przy pomocy marihuany. Co ciekawe, w wielu przypadkach potrzebne są bardzo niewielkie jej ilości (słyszałem o przypadku kobiety, u której 2-3-krotne zaciągnięcie się eliminowało objawy choroby na kilka dni).

Czy ten specyfik będzie odurzający? Proporcje będą następujące THC 19 proc. +/- 10 proc., CBD<1 proc. Z tego, co mi wiadomo, te proporcje są nieatrakcyjne dla osób, które chcą używać tego specyfiku w sposób rekreacyjny

Nie wiem, co pan magister rozumie tutaj przez atrakcyjność, ale takie zioło „kopa” daje bez żadnych wątpliwości. Niska zawartość CBD może jednak powodować, że nie wszystkim taki „kop” będzie smakował. Badania ankietowe prowadzone w holenderskich coffeeshopach pokazały, że największym powodzeniem wcale nie cieszy się tam marihuana najsilniej kopiąca: ulubione odmiany są silne dzięki wysokiej zawartości THC, ale mają też kilka procent CBD.

Jedna dawka zalecana przez lekarza to około 0,25 g suszu.

Zdecydowanie nie! Nie istnieje jedna zalecana dawka, odpowiednia dla każdej osoby i na każdą chorobę. Rozrzut jest tu bardzo duży: niektórym może wystarczyć 0,1 grama, inni mogą potrzebować nawet ponad 1 gram dziennie.

Religia a MMJ

Pół roku temu opublikowałem wpis wyjaśniający dlaczego, moim zdaniem, księża powinni bardzo wstrzemięźliwie wypowiadać się na temat marihuany. Tu dorzucę jeszcze garść uwag związanych z tym tematem.

1.
Jakiś czas temu zasugerowałem Telewizji Trwam/Radiu Maryja audycję na temat medycznej marihuany. Było to krótko po tym, jak w długiej, ciekawej audycji w mediach tych wystąpiła Justyna Socha ze StopNOP. Myślałem, że ojcowie, idąc pod prąd oficjalnej retoryki „szczepionki to najlepsze, co może się wydarzyć naszym dzieciom”, dają sygnał, że utarte szlaki nie są dla nich obowiązujące, że są otwarci na różne punkty widzenia, jeżeli odejście od oficjalnej linii możne oznaczać dla chorych ulgę w cierpieniu. Jeśli chodzi o medyczną marihuanę, to nie są. (Kiedyś w toruńskiej rozgłośni pewna pani doktor wygłosiła o medycznej marihuanie pogadankę tyle krytyczną, co słabą merytorycznie. Gdzieś słyszałem komentarz, że pani doktor jest bliską znajomą ojca założyciela. Gdyby te dwie rzeczy miały jakikolwiek związek, to zastanawiam się, czy jest jeszcze w Polsce miejsce wolne od wpływu znajomości…)

Dziś mamy ustawę zezwalającą na medyczny użytek marihuany, ale chorzy są dokładnie w tym samym miejscu, co parę lat temu. Propozycję zorganizowania audycji o medycznej marihuanie ponowiłem przed kilkoma miesiącami, głuche milczenie było mi odpowiedzią.

2.
W 2016 gubernator stanu New Jersey (nazywający się, nomen omen, Christie) stwierdził, że nie dopuści do zaproponowanego przez stanowy parlament rozszerzenia katalogu chorób, w których wolno przepisywać medyczną marihuanę. W szczególności nie spodobał mu się pomysł, by zioło przepisywać kobietom cierpiącym na bóle menstruacyjne. Uzasadnienie? – bo „Bóg chciał, żeby tak właśnie było„. Czyli żeby niektóre kobiety bardzo bolało. I że „nie będzie zmiany boskich planów„, bo przecież to Bóg „zesłał na kobiety bóle miesiączkowe„.

Zastanawiam się, czy jak zachoruje dzieciak pana gubernatora, to czy idzie z nim do lekarza. Bo jeśli idzie, to postępuje wyjątkowo nielogicznie i obłudnie: choroba dziecka także przecież musiała być zesłana przez Boga i jakakolwiek porada lekarska jest jawną ingerencją w boski plan.

3.
Gdyby kogoś to interesowało, to z homeopatii też należy się wyspowiadać.

4.
Odpowiedź na pytanie, dlaczego Kościół wypowiada się na te czy inne tematy dość mocno oddalone, wydawałoby się, od kwestii wiary, możemy znaleźć tutaj.

5.
I na koniec, bez dodatkowego komentarza, ekumeniczny dymek.

Rusza się

Jak się można było spodziewać, w sprawach medycznej marihuany się rusza. Była legalizacja – przez ponad rok platoniczna, nic z niej nie wynikało dla chorych, jednak teraz zaczyna być czymś o realnym znaczeniu (choć też nie bez potknięć – vide ostatnia telenowela pt. „Od poniedziałku w trzech aptekach”). Zaczynają się pojawiać nowe twarze, nowe instytucje, nowe zjawiska, nowi eksperci. To naturalny proces i dobrze, że tak się dzieje, bo to oznacza, że ta sfera naszego życia po prostu normalnieje. Ale… Fajnie by było, gdyby nowi eksperci się znali (czy to tylko polska specjalność: nieznający się ekspert?)

Radiowa Czwórka nadała niedawno 20-minutową audycję, która jest do wysłuchania tu.

Głos dał m. in. dr Mariusz Janikowski reprezentujący powszechnie znaną ze swojego promarihuanowego nastawienia i ze stosownej wiedzy Naczelną Radę Lekarską. O przedmiocie dyskusji wypowiedział się tak (podkreślenie moje):

…tak zwany susz marihuany medycznej, a to jest właśnie tetrahydrokannabiniol połączony z kannabinoidem i to jest właśnie ta mieszanka.

Z kolei o szkoleniu dla aptekarzy, które wkrótce ma się odbyć w Sopocie, pani Samia Al Hameri, doradca medyczny producenta marihuany („Od poniedziałku w trzech aptekach”), powiedziała tak:

Jest to pierwsze szkolenie w Polsce z zakresu medycyny konopnej, z którego jestem osobiście bardzo dumna.

Ktoś może wypowiadającej się pani zarzucić, że mija się z prawdą, bo Dorota Gudaniec zorganizowała już kilka szkoleń z tego właśnie zakresu, było ich też parę w Warszawie u doktora Jarosza. Ale nie, nie ma tu żadnego mijania się z prawdą: to będzie pierwsze szkolenie, z którego pani będzie osobiście bardzo dumna – z poprzednich osobiście bardzo dumna nie była, więc wszystko się zgadza.

No i jeszcze jedno. Szkolenia dla farmaceutów ma prowadzić organizacja (chyba dopiero co powstała, nigdy o niej przedtem nie słyszałem) o nazwie Polish Institute of Medical Cannabis (https://pimc.pl/). Na jej stronach internetowych zobaczyć możemy np. to:

Cóż, właściwie nie można im niczego zarzucić, w końcu nie napisali, że specjalizują się językiem polskim, lecz szkoleniem lekarzy i farmaceutów…

 

No, ale nie marudźmy, najważniejsze, że się rusza i że po pewnym (miejmy nadzieję, że niezbyt długim) okresie przejściowym dyskusje o medycznych zastosowaniach marihuany będą prowadzone bez wypieków na twarzy. I bez tetrahydrokannabinioli…

Zawsze coś…

Bardzo cenię p. Wojciecha Sumlińskiego za jego pracę i cieszę się, że – jak mówi – jego najnowsza książka jest bestsellerem. Na moim stosie książek-do-przeczytania-kiedyś jest jeden z jego wcześniejszych tytułów. Zachęcam do wysłuchania całego zalinkowanego tu wystąpienia.

Ale… nie ma ideałów, nawet Sumlińskiemu może zdarzyć się palnięcie babola. Niestety, w tym wypadku wyjątkowego babola. Bo oto dowiadujemy się, że

Miałbym ochotę dowiedzieć się, skąd p. Sumliński wziął tę informację, ale, z jednej strony, nie chcę mu zawracać gitary, i tak ma dość roboty z promocją książki, a z drugiej, nie mam wątpliwości, że jego źródłem jest nawiedzony były komisarz policji, który sam siebie przedstawia tak:

   – dyplomowany piwowar – certyfikat piwowara!
   – właściciel browaru domowego i sporej kolekcji birofiliów – pasjonat piwa 🙂
   – współwłaściciel winnicy domowej „La babcio”, degustator wina! 🙂

Wszystko jasne, babol usprawiedliwiony.

PS
Podaję dwa linki do moich wcześniejszych tekstów, które wydają mi się mocno a propos:
1. http://marihuanaleczy.pl/lustereczko-powiedz-przecie/
2. http://odklamywaniemarihuany.pl/wezcie-na-wstrzymanie-2/

Pani Gesslerowa jest „za” – mała uwaga

Rząd kanadyjski uznał marihuanę za legalne lekarstwo, które można kupić w aptece bez recepty (…) – mówi Gessler.

Mówi tu: https://www.se.pl/wiadomosci/gwiazdy/magda-gessler-zachwala-wlasciwosci-marihuany-trawa-jest-lepsza-od-papierosow-aa-As1R-9Co8-1vps.html

Moja mała uwaga jest taka: rząd kanadyjski uznał marihuanę za legalne lekarstwo osiemnaście lat temu. Warto o tym pamiętać. Jak również o tym, że Kanadyjczykom wolno uprawiać parę krzaczków na własne, potwierdzone przez lekarza, medyczne potrzeby.

Robię te uwagi, żeby ktoś przypadkiem nie pomyślał, że skoro u nich jest legalna i u nas jest legalna, to mamy tak samo jak w Kanadzie.

Naprawdę powszechna?

Taki fragment z portalu Rynek Zdrowia (wytłuszczenie moje):

„Eksperci wskazują, że wbrew powszechnej opinii nowe substancje psychoaktywne – tzw. dopalacze – w wielu przypadkach są znacznie bardziej niebezpiecznie niż „tradycyjne” narkotyki, zwłaszcza jeśli chodzi o leczenie zatrutych nimi pacjentów”.

Ciekawi mnie, gdzie autor tego tekstu przykłada ucho, żeby posłuchać powszechnej opinii, bo ta, z którą stykam się ja, od dawna wie, że szkodliwość substancji psychoaktywnych bierze się głównie z zanieczyszczeń znajdujących się w produktach oferowanych przez nielegalny rynek i z niehigienicznych warunków zażywania. Czysta marihuana czy heroina nie stanowi niebezpieczeństwa, w odróżnieniu od coraz to nowszych, uciekających przed kolejnymi nowelizacjami Uopn dopalaczy. (Oczywiście, czysta czy nie, jest u nas zakazana, więc nie namawiam.)

Wspominamy profesora

Ponad rok temu Facebookowy profil „MM – Medyczna Marihuana” pożegnał prof. Jerzego Vetulaniego. To znaczy… jakiego tam profesora Vetulaniego: pożegnał Jurka, swojego sojusznika w walce z „dyktaturą nieetycznych biznesików„.

 

Kto macza brudne paluchy w dyktaturze? No jak to: kto? – „Ziembianie i Gudańce” przecież.

 

Tak, profesor Vetulani to był bardzo fajny człowiek… Niestety, miał jedną wadę: czasami zadawał się z nieodpowiednimi osobami…