Ekspert ma głos

Na portalu dla farmaceutów opublikowano tekst pod zachęcającym tytułem Ekspert o różnicy między marihuaną – narkotykiem a marihuaną leczniczą. Nasz wskaźnik ekspertów od medycznej marihuany na 100 tysięcy mieszkańców coraz bardziej rośnie, ale to bardzo dobrze, ta akurat wiedza powinna być jak najszersza, więc każdy nowy ekspert cieszy. Ten konkretny artykuł to wynik jakiejś formy współpracy pomiędzy portalem i firmą J.S. Hamilton, a konkretnie wymienioną z nazwiska jej dyrektor Branży Badań Farmaceutyków. Nie wiem, ile portal dodał od siebie, więc na wszelki wypadek (pewien mój znajomy powiedziałby: „z ostrożności procesowej”) o zbiorczym autorze napiszę per „ekspert”. Sam tego chciał…

Zostawię w spokoju szereg występujących w tekście nieprecyzyjności, a błędy językowe („Olej, który toczono z nasion”, „Olej, który (…) używano”, „Surowiec konopi medycznej„) jedynie wymienię, nie będę się nad ekspertem pastwił.

Jest jednak kilka stwierdzeń zdecydowanie wymagających zacytowania i obśmiania, bo są to głupoty, które nieznającego tematu czytelnika najzwyczajniej wprowadzają w błąd.

Liście Cannabis, narkotycznej, nieprzebadanej marihuany wyglądają bardzo niewinnie, jednak ich skład nie opiera się tylko na naturalnych składnikach. Głównym składnikiem tej marihuany jest THC, czyli tetrahydrokannabinol, który ma działanie psychoaktywne.

Czy dobrze rozumiem eksperta, że THC nie jest składnikiem naturalnym? No i jeszcze jedno: czy tylko ja odnoszę wrażenie, że marihuanowy ekspert jest przekonany, iż najbardziej użyteczną częścią „narkotycznej, nieprzebadanej marihuany” są liście?

Zażyte zioło w bardzo szybkim tempie zaczyna oddziaływać na nasz mózg. Zaczynamy odczuwać euforię, uczucie relaksu, występują również zaburzenia percepcji, mamy zwiększone łaknienie. Wszystkie te działania marihuany mogą wywołać zagrażające życiu skutki.

Fakt, cmentarze są pełne ludzi, którzy po zażyciu zioła zarelaksowali się na śmierć albo w stanie kompletnej euforii przeżarli się – również ze skutkiem śmiertelnym.

Zdarza się, że ludzie zaczynają traktować okna jak drzwi lub też wydaje im się, że potrafią latać, co w efekcie może doprowadzić do samobójstwa.

Cud, proszę państwa, cud! Zmartwychwstał amerykański lekarz, który w latach 30. ubiegłego wieku pod przysięgą zeznał w sądzie, że po dwukrotnym zaciągnięciu się marihuaną czuł, że zamienia się w nietoperza i lata po pokoju, aż w końcu wpada do wielkiego kałamarza. (A może to nie zmartwychwstanie, lecz reinkarnacja…?)

Najczęstszym skutkiem palenia marihuany jest wystąpienie u człowieka, który ją zażył, tak silnej psychozy, że będzie on wymagał pobytu na oddziale psychiatrycznym. Częste zażywanie marihuany może też doprowadzić do powstania tzw. zespołu amotywacyjnego, który charakteryzuje się znacznym upośledzeniem pamięci i czynności poznawczych, brakiem koncentracji, apatią i otępieniem oraz brakiem zainteresowania swoim wyglądem i osiąganiem różnych celów. Zażywanie marihuany bardzo często doprowadza do uzależnienia psychicznego.

Zarówno o psychozie, jak i o zespole amotywacyjnym napisałem w książce Odkłamywanie marihuany, do której odsyłam zainteresowanych. Tam również można poczytać więcej o lekarzu-nietoperzu.

Jeżeli celem listu pani dyrektor do portalu było piarowe zwrócenie uwagi czytelników na firmę przeprowadzającą analizy chemiczne, to moim zdaniem udało się. Ale czy dzięki temu firma będzie teraz postrzegana jako znający się na marihuanie fachowiec? No cóż, raczej niekoniecznie…

One thought on “Ekspert ma głos

  1. [cyt.] „…Częste zażywanie marihuany może też doprowadzić do powstania tzw. zespołu amotywacyjnego, który charakteryzuje się znacznym upośledzeniem pamięci i czynności poznawczych, brakiem koncentracji, apatią i otępieniem oraz brakiem zainteresowania swoim wyglądem i osiąganiem różnych celów. ” Ja też to mam, wszystko. I to bez marihuany. Nasila się jak czytam, że resort zdrowia z gronem ekspertów …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.