Jeszcze jeden wiceminister

Po trzech wiceministrach zdrowia o marihuanie wypowiedział się też wiceminister spraw wewnętrznych. Niecałe dwie i pół minuty wypowiedzi, a ile ciekawych myśli i materiału do analiz…

Dowiedzieliśmy się na przykład, że poglądy wiceministra w sprawie słuszności twardego kursu wobec marihuany potwierdziło spotkanie (osobiste!) z szefem holenderskiego ośrodka dla uzależnionych.

„Ponieśliśmy porażkę” [stwierdził szef]; ja wiedziałem, że ten człowiek mówi z punktu widzenia swojej pracy (…) legalizacja marihuany doprowadziła do pogorszenia jego możliwości pracy z osobami uzależnionymi.

No, to już wiemy, dlaczego mamy tak ostre prawo: żeby łatwiej się pracowało terapeutom. Nie ma znaczenia, że dzięki liberalizacji jest mniej uzależnionych (co pokazują międzynarodowe statystyki), dla wiceministra ważniejszy jest komfort pracy terapeutów. Czy można się dziwić, że terapeuci niemal jednogłośnie wypowiadają się przeciwko jakiemukolwiek poluzowaniu prawa? (Ten wątek zamierzam rozwinąć w jednym z kolejnych wpisów.)

Słuchajmy dalej.

Wczoraj jeszcze na ten temat rozmawiałem z wiceministrem zdrowia. Wszystkie polskie badania (…) wskazują na to, że nie jest to skuteczna droga (…) jeśli chodzi o te poważniejsze narkotyki.

No tak, polski wiceminister zdrowia jako wiarygodne źródło informacji w sprawie polityki narkotykowej – to ciekawa konstrukcja logiczna. Podobnie jak polskie badania dotyczące zjawisk społecznych w sytuacji liberalizacji posiadania marihuany – doświadczenia z liberalnym prawem mamy tyle, że wiceminister spokojnie może mówić o wszystkich polskich badaniach. Zapewne mamy ich dużo.

 

Ktoś, kto się tymi tematami interesuje, zapewne odczuł tu pewien dysonans poznawczy: dlaczego polskie badania stoją w sprzeczności z międzynarodowymi? Być może wyjaśnia to następne zdanie wiceministra (piszę „być może”, bo niewykluczone, że to proste przejęzyczenie… ale chyba niekoniecznie).

Z łatwością specjaliści od tych zagadnień budują i udowadniają tezę, że legalizacja jednej formy narkotyku powoduje również wzrost spożycia innego rodzaju narkotyków.

No tak: prawdziwy naukowiec przed rozpoczęciem badania nie buduje żadnych tez, on jest ciekawy i chce wiedzieć, jak jest naprawdę. Ale są też naukowcy (nazwałbym ich „użytkowymi”), którzy przeprowadzają badania po to, żeby jakąś z góry założoną tezę udowodnić. Domyślam się, że tacy właśnie naukowcy są autorami „wszystkich polskich badań”.

 

Teraz fragment moim zdaniem najważniejszy:

Nie przyjmuję, póki co, tej tezy, że „miękka polityka” czy legalizacja określonego rodzaju narkotyku skutkuje tym, że (…) nie ma zjawisk innych. (…) Być może to wynika trochę z pokolenia, z którego ja jestem. (…) My wszyscy od początku byliśmy uczeni: nie ma zgody na to, żeby dopuścić pod jakąkolwiek formą narkotyki do legalnego obrotu.

Ano właśnie: wysoki rangą urzędnik państwowy przyznaje, że realizowana przez niego polityka nie opiera się na obiektywnych badaniach czy danych statystycznych (których on „nie przyjmuje”), lecz na wpojonych mu w przeszłości przekonaniach, do których ma on podejście dogmatyczne i ani kroku wstecz.

 

Wniosek z tej rozmowy jest taki: albo polska polityka narkotykowa ma wyjątkowo mało szczęścia do wiceministrów, albo to nie jest kwestia przypadku i ten rząd po prostu w całości nadaje się do wymiany. Pytanie tylko, jaki będzie ten następny…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.