Kolejny pogromca szamaństwa

Objawił się nowy bat na szamaństwo i oszołomstwo. Jego tekst opublikowała wrocławska mutacja wyborczej.pl. Bat tnie ostro.

[…] nie chodzi o legalizację marihuany, ale o dopuszczenie jej użycia w celach medycznych. A to może oznaczać zgodę na znachorskie, niebezpieczne dla życia i zdrowia, praktyki. […] problem tkwi gdzie indziej – polskie prawo, tak surowe w tej kwestii, jest bezsilne wobec znachorów i głoszonych przez nich bzdur mogących kosztować ludzkie życie. […] Jego emocjonalne wpisy to pomieszanie faktów z szalonymi teoriami, wsparte wyrywkowym cytowaniem badań i podważaniem możliwości konwencjonalnej medycyny. Horror dla każdego, kto posiada elementarną naukową wiedzę.

Mocne słowa człowieka znającego się na rzeczy, niewątpliwie posiadającego elementarną naukową wiedzę. Kim jest ten niezłomny pogromca szamaństwa i obrońca konwencjonalnej medycyny? Lekarzem? Biologiem? Farmaceutą? Nie, z szalonymi teoriami walczy poeta i krytyk literacki. *

Marihuana może mieć medyczne zastosowanie i istnieje problem z dostępnością preparatów na niej opartych – to fakt. Inna sprawa, że te preparaty mają ograniczony zakres zastosowania. Przydają się w uśmierzaniu bólu przy nowotworach, poprawiają jakość życia chorych na stwardnienie rozsiane, łagodzą uboczne skutki chemioterapii.

Ból, nowotwory, SM, chemioterapia – to przecież margines, można machnąć na niego ręką. Wydaje się, że Czerniawski machnął, bo jakoś nie widziałem go na marszach, w których domagamy się usunięcia problemu z dostępnością tych leków, nie przypominam sobie jego (poetyckich lub innych) tekstów na rzecz medycznej marihuany.

Badania nad kannabinoidami są prowadzone od lat, obejmują m.in. leczenie napadów padaczkowych, terapię HIV/AIDS i walkę z nowotworami, ale dziś brak dowodów ich skuteczności. […]
Gajewskiemu nie chodzi jednak o racjonalną debatę – wyniki badań cytuje, jak mu wygodnie […].

Chyba zaczynam się gubić: to jak w końcu jest: jeżeli nie ma badań dowodzących skuteczności marihuany, to co „Gajewski cytuje, jak mu wygodnie”? Wyniki nieistniejących badań? (Kuba, ty kłamczuchu, wstydź się!)

Dziennikarze relacjonujący sprawę mają naprawdę ciężki orzech do zgryzienia – weryfikacja kategorycznych stwierdzeń Gajewskiego jest trudna, granica między „łagodzeniem objawów” i „leczeniem” – nieoczywista, a grożący mu wyrok krzycząco niesprawiedliwy.

Bo dziennikarze to cienkie Bolki, Czerniawski z weryfikacją stwierdzeń Gajewskiego problemów nie miał żadnych. Przypomnę: „Horror dla każdego, kto posiada elementarną naukową wiedzę”.

W dodatku współczesna medycyna nadal bywa bezsilna wobec niektórych schorzeń. Wykorzystują to znachorzy, specjaliści od „medycyny alternatywnej”, która stała się potężnym biznesem.

Zwracam uwagę na cudzysłów w tym cytacie – jego celem jest wskazanie czytelnikowi (o ile jeszcze tego nie wie), że medycyna jak matka: jest tylko jedna. A że często bezsilna? Nie ma to znaczenia, ważne, żeby utrącać konkurencję.

Zarzucają firmom farmaceutycznym spisek, ukrywanie cudownych leków i fałszowanie wyników badań. Odciągają pacjentów z nowotworami od konwencjonalnego leczenia, sprzedając im za grube pieniądze soczki, zioła i korzenie cudownych roślin.

Big pharma i jej siostra medycyna profesorska biznesem, jak powszechnie wiadomo, nie są. Odnosząca się do tych sióstr teoria spiskowa to najgorsza wiocha – a że fałszowanie wyników badań czy korumpowanie lekarzy i urzędników państwowych ma miejsce, podobnie jak wielomilionowe odszkodowania dla pacjentów, które są od początku wkalkulowane w biznesplan (!) – o tym w dobrym towarzystwie mówić nie wypada.

Dość powiedzieć, że fortuna jednego z polskich magnatów medialnych wyrosła na handlu torfowym preparatem Tołpy, którego lecznicze właściwości nigdy nie zostały potwierdzone.

Czerniawski używa tu sztuczki bardzo często spotykanej u przeciwników medycznego stosowania marihuany; niestety, ludzie często dają się na nią nabrać. Oto ona: fakt, że nie stwierdzono leczniczych właściwości czegoś milcząco przyjmuje się za dowód, że owo coś tych właściwości nie posiada. Nie znam się na torfie, nie będę się wypowiadał, czy on je ma, czy nie ma. Zastanawia mnie tylko, że preparaty Tołpy są sprzedawane przez tyle lat; pomimo braku badań, pomimo wysiłków wielu Czerniawskich. Czy ludzie naprawdę są tacy durni? (Ja kupiłem, Halinka kupiła, u żadnego z nas nie zadziałało, ale kupujemy dalej i polecamy znajomym.) Powtórzę: nie chcę się wypowiadać o własnościach torfu. Ograniczę się do wyciągu z marihuany, którego właściwości lecznicze też nie zostały naukowo wykazane. Ale czy dlatego, że on ich nie posiada? Nie, tych właściwości nie wykazano, bo nigdy nie próbowano. Wyciąg jest nielegalny we wszystkich krajach świata (od niedawna w prawie wszystkich – zalegalizowała go Kanada). Stosując logikę Czerniawskiego można odwrócić kota ogonem i stwierdzić, że wyciąg z marihuany ma właściwości lecznicze, bo żadne badanie nie wykazało ich braku.

Warto tu przypomnieć historię Boba Marleya […] Zmarł w 1981 roku, a jego ostatnie słowa brzmiały „Money can’t buy life„.

Owszem, historię Marleya przypomnieć warto. A jeśli chodzi o użyteczność pieniędzy, to zgadzam się: jest ograniczona. Ale niektórym ten fakt nie przeszkadza i – za pieniądze przecież – piszą w gazetach o rzeczach, o których nie mają większego pojęcia.

Skoro bohaterem tego wpisu jest poeta i znawca literatury, to zakończę cytatem literackim:
Właśnie tak myśli gbur: to, czego nie rozumie, zalicza do bzdur. (Iwan Kryłow)

* Jasne, że wypowiadać się na takie mało poetycko-literackie tematy wolno każdemu, nie tylko ludziom z branży. Sam jestem przykładem takich, co się wypowiadają. Ale swoje wypowiedzi trzeba na czymś opierać. Ja przerobiłem kilkaset różnych badań naukowych poświęconych marihuanie i kannabinoidom, ich listy znajdują się na końcu moich książek. Na czym opiera się wiedza pana poety? – tego niestety nie wiem. Treść jego wypowiedzi pozwala mi przypuszczać, że na niczym konkretnym. Lub krócej: na niczym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.